Jesteś tutaj: HOME
» AKTUALNOŚCI
Gdzie się pchasz, baranie?!

Gdzie się pchasz, baranie?!
Katarzyna Podraza
2009-09-17, ostatnia aktualizacja 2009-09-17 10:35

Blokujemy skrzyżowania. Wpychamy się na pas obok. Pędzimy. Jesteśmy mistrzami kierownicy. To my - kierowcy. Lawirujemy między samochodami, przejeżdżamy przez przejścia dla pieszych. To my - rowerzyści. Złe nawyki ma każdy. Mało kto chce je zmienić
 AG
 
Niemal codziennie, przemierzając miasto, tracimy czas i nerwy w korkach. Winą najczęściej obarczamy niewłaściwą organizację ruchu i fatalny stan nawierzchni. Do tego samochodów jakby cały czas przybywało. Prawda jest jednak taka, że my - uczestnicy ruchu drogowego - nierzadko sami utrudniamy sobie przejazd przez miasto.

Grubiańscy kierowcy
- Boję się jechać samochodem do centrum w godzinach szczytu. Wielu kierowców zachowuje się paskudnie. Myślą, że jak będą się przepychać między pasami, to dotrą do celu szybciej. Guzik prawda! Tylko tamują ruch. Albo ci, którzy nie spieszą się ze zjazdem ze skrzyżowania. Włącza się zielone, a oni dopiero szukają biegu, potem zwalniają hamulec i dopiero ruszają. W ten sposób szanse na zjazd ze skrzyżowania mogą mieć góra trzy samochody! - oburza się pani Zofia, która woli fotel pasażera niż kierowcy.
Nieprawidłowa zmiana pasa czy ruszanie po zmianie świateł to tylko kilka z licznych grzeszków kierowców. - Notorycznie blokują skrzyżowania. Jest godz. 15.30, wiara wraca z pracy. Korek niby odczuwalny, bo przecież każdy porusza się wolno. Gdy jednak dojeżdża się do skrzyżowania, mało kto o tym pamięta. Zapala się zielone i każdy rusza, nie zastanawiając się czy zdąży zjechać ze skrzyżowania. Potem nagle budzi się jakiś kierowca na końcu kolumny, która właśnie ruszyła na tym zielonym i zauważa, że stoi na samym środku skrzyżowania i blokuje ruch poprzeczny. W efekcie stoją wszyscy - ci, którzy mają czerwone i ci, którzy mają zielone. Trąbią klaksony, jest chaos. A wystarczyłoby nie wjeżdżać na skrzyżowanie, gdy się nie ma pewności, że się z niego zjedzie na czas - narzeka Kuba, student, który często jeździ po Poznaniu.
- Gdybyśmy czasem okazali innym trochę grzeczności, nasza jazda wyglądałaby lepiej. Wpuszczając kogoś przed siebie, np. przed zwężeniem, usprawniamy ruch na całym pasie obok. Gdyby każdy tak robił, nie tworzyłyby się takie zatory - mówi Asia, posiadająca prawo jazdy od kilku lat.
- Za bardzo się za kierownicą spieszymy. Przekraczanie prędkości o 10-20 km na godz. to norma. A jeżdżenie z większą prędkością to już igranie z losem. Pomijam kierowcę, ale co z pieszymi? Oni zakładają, że kierowcy panują nad autem. Niestety nie zawsze tak jest - mówi Ewa, nie używająca samochodu.
Mało dynamiczna jazda też nie jest mile widziana. - Nie znoszę, gdy nagle pakuje się przede mnie samochód i ledwo wydusza te 40 km na godz. Jedzie tak jakieś 800 m lewym pasem, spowalnia ruch, po to tylko, żeby za cztery skrzyżowania skręcić w lewo. Być może taki kierowca boi się, że nie zdąży zjechać albo że go nie wpuszczą. Ale to irytujące - oburza się Karolina, studentka psychologii.
A to nie wszystko, na co stać kierowców. Zawracanie na zakazie? Skręt w lewo przy nakazie jazdy prosto? Zmiana pasów bez włączania kierunkowskazów? Zyskamy najwyżej minutę. Tymczasem zmuszamy kogoś do gwałtownego hamowania czy nagłego skrętu. Nierzadko to początek serii nieprzyjemnych zdarzeń, na które nikt nie ma już wpływu. Poza tym takie manewry są nieetyczne. Pamiętajmy: nie jesteśmy na drodze sami.
... i niefrasobliwi rowerzyści
Nie tylko kierowcy mają złe nawyki. Rowerzyści też nie są bez wad.
Każde większe miasto przeżywa rowerowy boom. Coraz więcej mieszkańców wsiada na jednoślad i przemierza nim zatłoczone miasto. Choć daleko nam jeszcze do Holandii czy krajów skandynawskich, warto już takie zachowania chwalić. Niestety rowerzyści mają też nawyki, które trzeba ganić. Chodzi o przejeżdżanie przez przejście dla pieszych. Rowerzyści jeżdżą rowerowymi ścieżkami, dojeżdżają do ulicy i - zamiast przeprowadzić rower przez pasy - przejeżdżają po nich niczym błyskawica.
- W Poznaniu dzieje się to nagminnie. A przejeżdżanie rowerem przez przejście dla pieszych jest traktowanie jako wykroczenie i może być ukarane mandatem. Rowerem możemy przejechać tylko wtedy, gdy poruszamy się ścieżką i na skrzyżowaniu mamy wyznaczony osobny pas i światła dla rowerów. Gdy nie ma takiego pasa, należy się zatrzymać przed przejściem, zejść z roweru i przeprowadzić go na drugą stronę ulicy - tłumaczy rzecznik prasowy wielkopolskiej policji w Poznaniu, podinsp. Andrzej Borowiak.
Na pierwszy rzut oka wydaje się to być sensowne - przejechać, aby jak najszybciej opuścić przejście. W praktyce jednak nie wygląda to tak różowo. - Być może zabrzmi to paradoksalnie, ale wydaje mi się, że kierowca szybciej potrąci rowerzystę, który wyjedzie znikąd na pasy, niż pieszego, który porusza się znacznie wolniej - mówi Daniel, kierowca.
W tym właśnie rzecz. Pieszy (nawet idąc szybko), dochodząc do pasów, będzie prędzej dostrzeżony przez kierowcę, który z kolei będzie miał czas, aby się w porę zatrzymać. Rowerzysta, wjeżdżając na pasy ze średnią prędkością 20 km na godz., nie daje szans kierowcy, który porusza się z prędkością 40-50 km na godz. Ten drugi nie może się bowiem spodziewać, że ktoś nagle, znikąd wtargnie na pasy na rowerze.
Pozostaje również sprawa bezpieczeństwa pieszych, którzy przechodzą ulicę na pasach. Rowerzysta powinien zejść z roweru także po to, aby uchronić pieszego przed kolizją z rowerem. Bo inaczej za chwilę to piesi będą musieli wyposażyć się w kaski, jak uczyniła to niedawno aktorka Beata Tyszkiewicz. Na antenie TVN24 tłumaczyła: - Moja taka akcja teraz brzmi: nie daj się zabić rowerzyście na chodniku i przejściu dla pieszych, ponieważ to grozi śmiercią lub kalectwem.
_______________________________________________________
Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań
http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,36037,7048774,Gdzie_sie_pchasz__baranie__.html
© 2006-2012 TOTEM
Wykonanie: iśrem.pl